• 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pink Floyd - koncert na Praterstadion w Wiedniu 1.7.1988
#1
Rainbow 
0
1 lipca 1988 roku nie był dla mnie dniem jak każdy inny. Był dniem wyjątkowym! Miałem 2 bilety na koncert mojej ulubionej grupy - Pink Floyd,  
która ponad 29 lat temu zagrała swój A Momentary Lapse of Reason Tour na Wiedeńskim Prater Stadionie!

[Obrazek: ZtgujvY.png]

Dla mnie i dla wielu innych fanów był to dzień kiedy to po raz pierwszy mieliśmy zobaczyć, i to na żywo, naszą ukochaną grupę – PINK FLOYD!

Szedłem na koncert absolutnie nie wiedząc co mnie czeka…

To było jednak jedno z największych przeżyć w moim życiu zobaczyć Pink Floyd live na Praterstadion w Wiedniu (o ile dobrze pamiętam była wtedy pełnia księżyca…) a oni grając nawet bez Roger'a Waters'a przekonali mnie całkowicie do swoich scenicznych umiejętności grania na żywo! Dodam jeszcze iż efekty specjalne takie jak projekcja filmów na okrągłym ekranie, ruchome oświetlenie, efekty pirotechniczne oraz olbrzymia różowa świnia ze świecącymi oczami która przeleciała nad głowami publiczności – były jak na tamte czasy powalające! Po prostu byłem oczarowany i pamiętam to wydarzenie do dzisiaj... I chyba nigdy nie zapomnę...

Niezapomniane wrażenie - Pink Floyd Subbass na stadionie!



Lista utworów Pink Floyd Vienna 1.7.1988:

Shine On You Crazy Diamond (Parts I-V)

Signs of Life

Learning to Fly

Yet Another Movie

Round and Around

Sorrow

The Dogs of War

On the Turning Away

Przerwa

One of These Days

Time

On the Run

The Great Gig in the Sky

Wish You Were Here

Welcome to the Machine

Us and Them

Money

Another Brick in the Wall Part 2

Comfortably Numb

Na bis:

One Slip

Run Like Hell
  Odpowiedz
#2
0
Wierzę Ci; ja - niestety - nie zaznałem koncertu Pink Floyd na żywo, ale byłem na Watersie, który na Stadionie Narodowym bodajże 2 lata temu wystawił "The Wall". Wrażenia różne - sam Artysta i muzycy stanęli na wysokości zadania, ale akustyka Narodowego psuła nieco efekt. Gdybym siedział na miejscach VIP-owskich w okolicy sceny, to zapewne WSZYSTKO byłoby super, ale moje miejsca (choć dobrane starannie - naprzeciw sceny, po środku korony - nie za nisko i nie za wysoko) okazały się niewystarczające. W podobnym miejscu na tymże Narodowym byłem z żoną i córką (synek był jeszcze za mały) na McCartneyu - a to, jak się domyślasz, była namiastka innych GIGANTÓW muzyki popularnej XX w. Wink
Cieszę się, że mogłem uszczknąć trochę ze sławy The Beatles (repertuar przynajmniej w 50% to były piosenki z czasów Fab Four) i że przynajmniej córce mogłem to pokazać.

A wracając do Pink Floyd; po odejściu Watersa uważałem, że to już nie powinno być PF. Dla mnie Waters w PF (tak jak Mercury w Queen czy Ciechowski w Republice) był nie do zastąpienia. Powinni nazywać się "Dave Gilmour Group" czy jakoś tak...
Przypomina mi to sytuację z ELO, gdzie po rozejściu się dróg Jeffa Lynne'a z kolegami i on i pozostali muzycy próbują odcinać kupony od wcześniejszej sławy. Tu, moim zdaniem, tylko Jeff Lynn ma prawo zarówno do nazwy jak i repertuaru ELO.

Wiem, wiem - dla wielu odbiorców to gitara i głos Gilmoura nadawały ton PF, ale...
Po pierwsze to do dowodzonego już przez Watersa (po odejściu Syda Baretta) dołączył David G.
A po drugie - praktycznie cały materiał z ostatnuch płyt PF przed rozpadem był inspirowany pomysłami Watersa - jego były WSZYSTKIE teksty i większość muzyki.

Ale to stara dyskusja i chyba nierozwiązywalna Big Grin
[Obrazek: NOyPz5G.png]
  Odpowiedz
#3
0
Gdy w radio leci high hopes zawsze siedzę do końca i słucham  I to dzięki cytrze elektrycznej właśnie Davida ten utwór brzmi tak, że mam ciary
[Obrazek: O3fo7fa.jpg]
  Odpowiedz
#4
0
Masz rację @kshychopata , ja też tak mam...

  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości